47. Zmienia się, ale się nie kończy

Panie mój!

Codziennie, przez okno mojego mieszkania
patrzę na cmentarz.
W dzieciństwie bałem się cmentarza.
Dziwiłem się, że obok cmentarza
mieszkają ludzie i się nie boją.

Teraz lubię chodzić na cmentarz.
Spotykam tam zawsze kogoś,
kto zmienia kwiaty, zapala znicze,
modli się i płacze.

Lubię patrzeć jesienią na cmentarne drzewa.
Coś mówią, zrzucają liście.
Wiem, dlaczego są kolorowe, dlaczego spadają.
Śliczne są.

Tak dużo myśli rodzi się w głowie.
Nie mówię słów, ale z kimś rozmawiam.
Nie muszę im opowiadać, co się dzieje w polityce,
jakie mam kłopoty.
Jestem pewien, że oni wszystko wiedzą.
Mam tylko do nich dużo pytań.
Aż się przyłapuję na tym:
Czy ja nie mówię sam do siebie?

Zapalam wtedy znicz na grobie pana Stasia.
Zostawiam różę babci Pikulskiej.
Znów się przyłapuję na pytaniu:
Po co światło umarłym?
Przecież nie widzą.
Po co kwiaty umarłym?
Przecież nie czują.

Wierzę w świętych obcowanie.
"Zdawało się głupim, że oni umarli,
a przecież oni żyją."
Powiedziałeś, Panie: "Idę do Ojca,
aby przygotować wam miejsce.
W domu Ojca mego jest wiele miejsca.
Nikt jednak nie może przyjść do Ojca
jak tylko przeze Mnie".

Trudne to wszystko,
ale tak mocno wierzę,
że choć umrę, ale będę żył!

Wiem, że umrę,
ale będę żył.
"Twoim wiernym, o Panie,
życie się zmienia,
ale się nie kończy."

Cmentarz mój wycisza mnie spokojem.
Jest jesień, zachodzi słońce.
Życie ucieka, wracam do domu.

Kiedyś do niego nie wrócę.
Pójdę do domu Ojca,
Boję się odejścia
i tęsknię za nim.

Wyjdźcie po mnie znajomi
z mojego cmentarza.
Odprowadźcie mnie, kochani moi,
bo "żyłem z wami, cierpiałem
i płakałem z wami".

Potem będzie już niebo.

Czy strzelanie jest modlitwą?