1998-02-22
Warszawa, Bazylika św. Krzyża

7 Niedziela Zwykła

1 Sm 26, 2. 7-9. 12-13. 22-23, 1 Kor 15, 45-49, Łk 6,27-38

Miłujcie waszych nieprzyjaciół!

Druhowie i Druhny Czuwaj!
Wszyscy Kochani moi!

Kończy się karnawał, był już tłusty czwartek.
Jest karnawał w Rio,
tamci mają sambę w biodrach,
my czujemy inaczej.
Niektórzy nawet pobożnie bawią się na balach,
bo na cele charytatywne.
Nawet sprawni inaczej też chcą się bawić.
Dobrze. Niech wszyscy się bawią cieszą.
Młodzi w swoich rytmach,
starsi we wspomnieniach,
samotni, chorzy też niech się cieszą,
a tu zima karnawał jest z nami.

Czas ucieka.
W Środę Popielcową posypią mi głowę popiołem,
posypią i paniom kolorowe, karnawałowe uczesania
i powiedzą zimną prawdę:
Pamiętaj, że jesteś prochem
i w proch się obrócisz.
Surowa to prawda, ale prawda. Choć nie cała.
Wiem i modlę się z poetą:
Czym że ja jestem przed Twoim obliczem,
Prochem i niczem,
Ale gdym Tobie moją nicość wyspowiadał
Ja proch będę z Panem gadał.

Będzie Wielki Post.
Czas refleksji, rekolekcji,
dróg krzyżowych, Gorzkich Żali,
nawróceń, spowiedzi, pojednań,
nadziei wielkanocnych, zwycięstw,
lepszego świata, lepszych ludzi.
Bóg smutek Wielkiego Postu w radość nam obrócił.
Tylko dziwni są ci, którzy nie zauważyli,
że Ktoś za mnie cierpiał,
że Ktoś za mnie umarł.
Można tańczyć na pogrzebie marsza żałobnego,
ale to czynią tylko ci, który nie są z mojej ziemi,
którzy tu są obcymi.

Zostawmy na chwilę te karnawałowe refleksje,
bo dziś Pan Jezus jeszcze na karnawał
powiedział nam zdanie w które wierzę,
ale pojąć i przyjąć go nie mogę!
Miłujcie waszych nieprzyjaciół,
dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą,
błogosławcie tym, którzy was przeklinają
i módlcie się za tych, którzy o was źle mówią.
Wszystko jestem gotów przyjąć co powiedział Pan Jezus.
Jestem gotów uwierzyć i wierzę w najtrudniejsze tajemnice
objawione mi przez Pana Jezusa,
ale spełnić tego dzisiejszego polecenia nie mogę.
To wbrew rozumowi, nieżyciowe,
imaginacja, mrzonka, utopia.
Może to teolodzy bibliści powinni jakoś
skomentować, uaktualnić.
Ani jedna jota, ani jedna kreska
nie może się w tym zmienić,
aż się wszystko wypełni.
Kompletny absurd.
Takiego świata nigdy nie będzie,
tacy ludzie nigdy nie przyjdą.

Przestałem się wadzić z Bogiem.
Serdeczne to były zwady
Stawiam sobie pytanie:
Jak ci pierwsi przeżywali tę prawdę?
Oni wiedzieli, że poganie kochają przyjaciół
i dobrze czynią tym, którzy im sprzyjają.
Pożyczają aby otrzymać więcej, są sprawiedliwi
ząb za ząb, oko za oko.
Jak ci pierwsi poukładali to sobie w myśleniu i w sercu?
Kochać nieprzyjaciół.
Dobrze czynić tym co mnie nienawidzą.
Gdy mi ktoś ukradnie suknię
oddać mu i płaszcz.
Współczesny świat załatwia te sprawy układami,
umowami, uniami, dyplomacją, negocjacją, sankcjami,
a gdy to wszystko zawiedzie - wojną.
Drżymy przed wojną z Irakiem.
A co dalej?

Chrześcijaństwo ma też taki grzech
siły przed miłością.
Uważaliśmy, że grzechem jest iż grób Pański
jest w rękach niewiernych, więc
uczyniliśmy wyprawy krzyżowe.
Nie rozwiązaliśmy problemu.
Cel nie uświęca środków.
Wojna czy święta czy nie święta jest zbrodnią,
jest masowym zabójstwem.
A czy jest inne wyjście?
Jest.

Biedaczyna Franciszek proponuje sułtanowi zaprzestanie wojny.
Ale przecież chrześcijanie nie ustąpią.
Mam inną propozycję: przyjmij chrzest.
Słuchaj naiwniaczku, z to spadają tu głowy.
Lubię cię za twoją szczerość
proponuję ci więc warunek:
przyjmę chrzest, jeśli przyprowadzisz
mi stu, może pięćdziesięciu,
nawet dziesięciu tak wierzących jak ty.
Zastanowił się Franciszek i odpowiedział:
Panie to będzie bardzo trudno,
bo takich marnych chrześcijan jak ja
to nie znajdziesz Panie.
Przykre.
Nie ma takich jak Franciszek.

Ale jeszcze wcześniej,
Prawie 300 lat lała się krew męczenników
za to, że miłowali nieprzyjaciół.
Naiwni.
Ale liczba chrześcijan wciąż wzrastała.
Ten wielki świat cezarów patrzył na nich z podziwem.
Patrzcie jak oni potrafią pięknie żyć!
Azali Chrystus umierając nie przebaczył łotrowi?
Ojcze odpuść im bo nie wiedzą co czynią.
Glauku w imię Chrystusa przebacz.

Gdybym mówił językami ludzkimi i anielskimi,
a miłości bym nie miał,
byłbym jak cymbał brzmiący
i jak miedź brząkająca.
Kto to jest, że ośmiela się mówić wobec Cezara?
Paweł z Tarsu. Jestem obywatelem rzymskim.
Zło zwyciężajcie dobrem.
W ten sposób gromadzicie węgle rozżarzone
na głowie przeciwnika.
Jezusie Nazareński chybam oszalał!
Zdrada!
Każ Panie spalić to miasto.
Jeżeli chcesz to pójdziemy i wyrwiemy teraz chwast,
aby nie zaśmiecał pszenicy.
Pozwólcie obojgu róść do czasu żniwa,
a wtedy pszenicę sprzątnijcie do spichrzów,
a chwast wrzućcie na spalenie.
"Nigdy nie przebaczymy"
wisiał długo partyjny napis na Żeraniu.
Nazistom, zbrodniarzom, komunistom,
terrorystom i my nigdy nie przebaczymy.
Więc i poganie tak czynią.

Leon Wielki Papież ocalił Rzym.
Stanął przed Papieżem dziki Atylla,
stanął jak wryty, był uległy.
Dlaczegoś go nie zabił?
Bo ich było dwóch, bałem się tego drugiego.

A dlaczego ludzie stają się sobie wrogami?
Dlaczego są wojny, zawiści?
Przecież mamy jednego Ojca w niebie,
a matką jest nam ziemia miła.
Przecież wszyscy jesteśmy zrodzeni z miłości rodziców.
Powodem wrogości nie jest kolor skóry,
narodowość, religia, partia, ideologia.
Przecież te mogłyby między ludźmi współistnieć.
Powodem wrogości jest grzech!
Można uładzić na zewnątrz całe życie międzyludzkie,
ale czy to zmieni wewnątrz człowieka?
Grzech nie pochodzi z zewnątrz.
Grzech rodzi się w sercu człowieka.
Z serca człowieka pochodzą złe myśli,
nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa,
chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie,
zazdrość, obelgi, pycha i głupota.
Ja to widzę, słyszę i czytam.
Dlaczego się tak nienawidzimy?
Ile w nas jest podstępu, zazdrości,
oszczerstw, obelg, pychy i głupoty.

Gdyby mnie ktoś spytał dlaczego
tak zróżnicowana jest scena polityczna?
Odpowiedziałbym: Bo oni się nienawidzą!
Tam nie ma przebaczenia, pojednania, miłości.
Cieszą się błędem, pomyłką, grzechem,
pokazują sobie słabości, ośmieszają się,
podrzucają sobie żelatynowe problemy
i żrą jedni drugich.

No a gdzie jest inaczej?
W jakim kraju jest lepiej?
Pośród was będzie inaczej.

Są tu harcerze, do nich więc mówię
o szlachetności i o braterstwie.
Dawid zwyciężył Goliata i okrył się sławą.
Bóg odrzucił królowanie Saula, ponieważ
Saul wzgardził nakazem Boga i
przywłaszczył sobie łupy zdobyte na Amelekitach,
a przecież ja jestem panem.
Jednak upierał się Saul przy sprawowaniu władzy,
choć królowanie objął już Dawid.
Dawid dwa razy miał okazję zabić wroga.
Raz w jaskini skał dzikich kóz
Dawid był blisko Saula, że odciął
połę królewskiego płaszcza, ale go nie zabił.
Wiedz i przekonaj się, że
we mnie nie ma złości ani zdrady.
Od złych ludzi zło pochodzi.
A drugie wydarzenie to podchody harcerskie
dziś nam przypomniane z pustyni Zif.
Saul spał pośrodku obozowiska,
posnęli też strażnicy. Dawid zabrał
dzidę Saula i dzbanek z wodą.
Pan dał mi ciebie w ręce, lecz ja nie podniosłem ich
przeciw pomazańcowi Pańskiemu.
Pan nagradza człowieka za sprawiedliwość i wierność

Tak zasłużeni z szarych szeregów
i dzieciaki kochane w harcerskich mundurach
z lilią, z krzyżem i harcerskim zawołaniem:
Ojczyzna, Nauka i Cnota.
Wyście też walczyli z Goliatem, z miną, czołgiem,
który walił w gruzy mury warszawskiej katedry,
wyście bronili rannego Chrystusa w kaplicy Barytków,
to chłopcy z batalionu Wigry.
Krzysio Baczyński zginął w obronie pałacu Blanka,
a Basia - jego żona - ranna, z dzieckiem pod sercem
zmarła 1 września.
Chłopcy szli kanałem na Żoliborz
tam była nadzieja. Niestety.
Kanał kończył się kratą, niewolą.
Wam wszystkim warszawskim dzieciom,
Chłopcom z placu broni,
z batalionu Zośka, spod Parasola
druh Kamiński wystawił książkowy pomnik,
boście szli na śmierć po kolei,
jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec
.

I warto tak umierać za młodu?
I śpiewać zakazane piosenki?
Trzeba wam było wieszać na latarniach
znaki walczącej Warszawy i Biało Czerwoną?
Trzeba wam było nosić w koszyku granaty na Saską Kępę
i stawać czujką na Opaczewskiej?
Trzeba wam było nosić grypsy na Pawiak?
I chleb dla sórki z Getta?

Oj dzieciaki kochane z Palmir.
Czy wy słyszycie teraz marsz Mokotowa?
Synku z Podwala!
Buty masz za duże, mundur taty,
karabin za ciężki i hełm zasłania Ci oczy.
Serce tylko masz w sam raz.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

A tak dzisiaj bylibyście nam potrzebni,
bo przyszedł czas,
gdy zaczniemy walczyć miłością.
Bo cóż, należymy do narodu,
którego losem jest strzelać do wroga z brylantów.

Dzieciaki kochane!
Kocham was za to, że na swoich mundurach
nosicie znaki sprawności i stopni harcerskich.
Czy wy teraz śpiewacie na wieczorny capstrzyk?
Czy zasypiacie w namiotach spokojnie, bo Bóg jest tuż?
O czym Ty marzysz na nocnej warcie?
Liczysz gwiazdy i włosy w warkoczu Berenike?
Pamiętasz ile meteorów spadło z nieba tej nocy?
Pamiętasz o tych, co dzisiaj zasną raz ostatni?
Modlisz się do gwiazdy zarannej
Panienko daj szczęśliwą dobrą noc.

Szarym szeregom, nam wszystkim
została tęsknota za ogniskiem, za gawędą
o rycerzach znad stepowych stanic,
o obrońcach naszych polskich granic.
Żeby była taka noc, kiedy myśli mkną do Boga.

Harcerze. Dlaczego jesteście podzieleni?
Przecież jesteście dziećmi jednej Matki!
Przecież uczyłem was jednego myślenia
i jedno kształtowałem w was serce.
Czy doczekam kiedy podacie sobie ręce i zaśpiewacie:
Nie zgaśnie tej przyjaźni żar co połączyła nas?

Dzieciaki kochane uczcie się.
Uczcie się! Trzeba nam do Europy.
Tamci są dziwni. Zapominają słowa
Bóg Ojczyzna Braterstwo.
Zestarzała się nam ta Europa
gnuśnością cywilizacji.
Może stare harcerstwo jak dąb się rozłoży
przy polskim dębie.
Uczcie się!
Bo was inni powiodą fałszywym kompasem.
Nie ostanie żadna wspólnota,
ani gospodarcza, ani militarna
bez harcerskiego braterstwa,
bez chrześcijańskiej Miłości.
To Wy macie jej nauczyć.
Wy będziecie nią się dzielić.
Niech no tylko zakwitną ogrody.

Amen. Czuwaj.