1985-07-21
Warszawa, Bazylika św. Krzyża

16 niedziela zwykła

Jr 23, 1-6, Ef 2, 13-18, Mk 6, 30-34

Rozesłał ich po dwóch

Kochani moi!

W ostatnie niedziele wakacyjne wsłuchani Jesteśmy w kościołach
w Markowy opis rozesłania uczniów na praktyki wakacyjne.
Wiele z poleceń Pana Jezusa nas, ludzi współczesnych, zaskakuje:
Nie bierzcie ze sobą kanapek na drogę ani walizki podróżnej,
ani portfela z pieniędzmi, ani dwóch garniturów,
weźcie tylko dobre buty i laskę. (por. Mk 6, 7-11)
Dlaczego iść w sandałach? Może - żeby ziemi nie dotykać.
Dlaczego iść z laską? Może - żeby z ziemią nie stracić kontaktu.
Ale dlaczego rozesłał ich po dwóch?
To jak my, praktykanci naszych czasów, w tym kontekście wyglądamy?
Musisz mieć, Panie, sporo ubawu z tych księżowskich przeprowadzek,
bo to wlecze człowiek ze sobą tyle koszul i skarpet, i butów, i regałów,
i książek - że to niby dla mądrości,
i aparatów dla oświaty,
i dyplomów oprawionych z podwójnym magisterium,
i dobytku z czasem przybędzie.
Pyta się człowiek: po co mi to wszystko?
I coraz trudniej wkładać ręce na chorych, aby uzdrawiać,
i sam szukam biletu do Harrisa, Nardellego.
I coraz rzadziej mówię ludziom, ze przybliżyło się królestwo Boże,
bo czasu już nie mam,
a złe duchy wcale nie chcą słuchać, tylko żartują sobie z człowieka.

Spostrzegam też, że zostałem sam,
a przecież posłał nas Pan po dwóch.
Gdzieś zgubiłem tego drugiego, co miałem mu być przyjacielem.

Dzisiaj, gdy są wakacje
i mogę się trochę zadumać na kamieniu przy potoku,
pytam siebie, jak to się stało.
Przecież obu nas wybrał, obu powołał,
obu nas kochał i obu nas postał.
Co się stało z tą człowieczą przyjaźnią?
Nauczyli mnie w szkole, że:
Idem velle, atque idem nolle id est vera amicitia -
Tego samego chcieć i tego samego nie chcieć,
to jest prawdziwa przyjaźń.
W życiu nauczyłem się, że przyjaciela poznaje się w biedzie.
Z Księgi Przysłów wyczytałem,
że przyjaciel cenniejszy nad złoto i drogie kamienie.
Mądrość ludowa głosi: Z kim poprzestajesz, takim się stajesz.
Patrzę więc na Pana Jezusa - kochał Jana, kochał Łazarza.
Płakał nad jego grobem.
W mowie pożegnalnej powiedział do uczniów i do nas:
Już was nie nazywam sługami (...) ale nazwałem was przyjaciółmi.
Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję.
(J 15, 15.14)
Tego zupełnie zrozumieć nie mogę,
że mój Pan i mój Bóg nazywa mnie swoim przyjacielem.

Patrzę na świętych - też chodzą parami:
Piotr i Paweł,
Tytus i Tymoteusz,
Barnaba i Sylas,
Kosma i Damian,
Franciszek i Klara,
Wincenty i Ludwika.
Czytam transparenty: Niech żyje wieczna przyjaźń między narodami!
Słucham, Jak ludzie podpisują traktaty o przyjaźni i nieagresji,
ale tu już mi coś nie pasuje.
Jeżeli Twardowski podpisał z diabłem cyrograf o przyjaźni,
to dlatego, że diabłu nie ufał.
I miał rację, bo diabeł jest niezdolny do przyjaźni,
bo on jest tylko nienawiścią,
a zrywać przyjaźnie - diabelska to rzecz.
Prawdziwa przyjaźń trwa zawsze.
Dlaczego więc kończą się ludzkie przyjaźnie?
Bo to nie są przyjaźnie, to są wspólne interesy.
I znów potrzebna mi jest mądrość przysłów:
Jeśli chcesz mieć przyjaciela, nie pożyczaj mu pieniędzy,
albo: Powiedziały jaskółki, że niedobre są spółki.
W "Balladynie" Słowackiego jest takie piękne opowiadanie Pustelnika
o przyjaźni Lecha z trzecim królem, co wracał z Betlejem - ze Scytą.
To takie polskie, a że jesteśmy przed żniwami, więc przytaczam:
Wracali niegdyś od Betlejem żłobu
Święci królowie - dwóch Magów i Scyta.
Ów król północy zaszedł w nasze żyta,
Zabłądził w zbożu jak w lesie - bo zboże
Rosło wysokie jak las w kraju Lecha,
Więc zabłądziwszy rzekł: "Wyprowadź, Boże!"
Aż oto przed nim odkrywa się strzecha
Królewskiej chaty - bo Lech mieszkał w chacie. -
Wszedł do niej Scyta i rzekł: "Królu! bracie!
Idę z Betlejem, u gwiazda błękitna
Twoich bławatków ciągle szła przede mną,
Aż tu zawiodła". - Lech rzekł: "Zostań ze mną,
Kraina moja szczęśliwa i bitna,
Jeżeli chcesz, to się tą ziemią z tobą
Dzielę na poły". - Scyta rzekł: "Zostanę,
Lecz kraju nie chcę, bo ziemie złamane
Rozgraniczają się krwią i żałobą
Dzieci i matek". Więc razem zostali (...)
Więc jak to dawniej czynili mocarze,
Z Lechem się mieniał Scyta na obrączki,
A pokochawszy mocniej sercem, w darze
Dał mu koronę ... stąd nasza korona.

Trzeba pokochać mocniej sercem - to początek przyjaźni.

Mickiewicz będzie miał wątpliwości
- Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?-
ale w przyjaźni dobrze widzi się tylko sercem (Antoine de Saint-Exupery).
Cudownie uczynił to Pan Jezus, że rozesłał ich po dwóch.
Nikt nie jest samotną wyspą (John Donne)
i do nieba idzie się parami,
tylko żołnierzy czwórkami przyjmuje Pan Bóg.
Zwyczajem Apaczów, znakiem zawartej przyjaźni na śmierć i życie
było nacięcie żył na lewej ręce
i dotknięcie raną do rany, krwią do krwi.
Mojżesz zawierając przymierze z Bogiem
rozstawił wokół ołtarza dwanaście głazów,
aby przy nich zgromadziły się pokolenia Izraela,
i na znak zawartego przymierza na śmierć i życie
pokropił wszystkich krwią baranka.
To Mojżesz w namiocie spotkania rozmawiał z Bogiem
jak przyjaciel z przyjacielem (por. Wj 25, 1-11; 33, 11).

Łowicz ma w swoim herbie pelikana,
a jest o tym ptaku piękna legenda.
Gdy pelikan-matka wysiadywała pisklęta
i w czasie posuchy nie miała ich czym karmić,
dziobem rozdarła pierś.
Popłynęły krople krwi, matka umarła,
ale pisklęta przeżyły.
Stąd św. Tomasz w Sekwencji o Bożym Ciele modlił się:
Ty co jak pelikan krwią swą karmisz lud...
1 tu już nie mam wątpliwości, czy to jest miłość czy to jest kochanie.

Nie ma większej miłości - przyjaźni nad tę,
gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół (por. J 15,13),
bo taka jest przyjaźń, co
nie zazdrości (...)
nie unosi się pychą,
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego (...)
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma (...)
nigdy nie ustaje
(1 Kor 13, 4-5. 7-8).
Nam się tylko w tej cywilizacji pomieszały słowa.
I mówi taki pan:
- Ja nie żyję ze swoją żoną, żyję z przyjaciółką. -
Ach, panie łajdaku, dowiedz się pod kioskiem z piwem,
jak się taka pani nazywa.
Oni to mówią poprawnie, po łacinie.
A to jest tylko chamstwo i drobnomieszczaństwo,
które pan Jan Kobuszewski w kabarecie "Dudek" kazał zwalczać
"siłom, uprzejmościom i godnościom osobistom".
Kto nie umie być przyjacielem człowieka,
ten nie może przyjaźnić się z Bogiem.
Zawodny jest człowiek.
Jeden jest tylko wierny w przyjaźni - nasz Pan,
ale posłał nas po dwóch.
Chciałbym wymienić imiona was wszystkich,
którzy daliście mi w życiu kawałek przyjaźni.
Niektórzy z was są w niebie, inni zostaliście.
Więc czynię wobec was rachunek sumienia i spowiadam się,
że słowa nie dotrzymałem,
że ci nie pomogłem w dniach trudnych,
że nie złożyłem życzeń na imieniny,
na list nie odpisałem,
naraziłem cię na przykrości,
nie odwiedziłem cię w szpitalu,
podarłem twoje listy,
nie miałem dla ciebie czasu.
Więc nie umiem być przyjacielem
i boję się czasem: z kim ja pójdę do nieba?

Panie mój, nie umiem Cię kochać jak Jan.
Nie wyznam Ci też za Piotrem,
że Cię kocham więcej niźli tamci.
Nie spełniłem też wszystkiego, co mi nakazałeś,
więc nie nazwiesz mnie swoim przyjacielem.
Ucałowałem Cię kiedyś,
a Tyś mi powiedział: Przyjacielu, po coś przyszedł? (Mt 26, 50).
Rozesłałeś nas po dwóch, a ja zgubiłem przyjaciela.
Teraz wiem, dlaczego.
Więc daj mi jeszcze kawałek wakacji, odnajdę go.
Wrócimy razem.
Opowiem Ci wszystko:
jakeśmy ręce wkładali na chorych i dobrze się mieli,
jakeśmy głosili Twoją Ewangelię,
jak złe duchy były nam posłuszne.
A gdy będą już ostatnie wakacje, tam poza górami,
przyjmij nas dwóch, trochę spóźnionych.
Za dużo wzięliśmy chleba i wszystkiego za dużo.
Zagapiliśmy się trochę i autobus nam odszedł.
Panie, to już ostatni raz.
Uśmiechnij się, Panie, przyjaźnie i to nam wystarczy.
Amen.