1997-12-28
Warszawa, Bazylika św. Krzyża

Niedziela Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa

Syr 3, 2-6, Kol 3, 12-21, Łk 2, 41-52

Miłość krzyżem się mierzy

Kochani moi!

Dzisiejsza niedziela jest niedzielą Świętej Rodziny:
Jezusa, Maryi i Józefa.
Wpatruję się więc w żłóbek, w stajenkę,
Wielbię Boga, który stał się człowiekiem,
przyjął ciało z Matki a dziewicy,
narodził się w Betlejem - mieście chleba.
Klękam przed tajemnicą wcielenia i narodzenia.

Grom, błyskawica, stań się, stało,
Matką Dziewica, Bóg ciało.

Pojąć tego nie mogę, że Bóg się rodzi,
Pan niebiosów, a obnażony,
ma granice, ten który nieskończony.
Słowo stało się ciałem.
Nie rozumiem.
Ale wierzę.
I klękam z pasterzami i mędrcami,
i z tymi, którym Bóg dał moc,
aby się stali synami Bożymi.

Wpatruję się w dzieweczkę z Nazaret -
Matkę i Dziewicę.
Czytam w jej duszy ludzkie zadziwienie.
Kim Ty jesteś co do mnie mówisz?
Ja się ciebie boję.
Jak się to wszystko stanie?
Ja jestem tylko służebnica Pańska
Skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?
Elżbieto! Skąd ty to wiesz?
Wielbi dusza moja Pana,
bo wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Odtąd błogosławioną zwać mnie będą
wszystkie pokolenia.
Ale duszę twoją przeniknie miecz.
Bo on jest znakiem, któremu
sprzeciwiać się będą.

Józefie Święty.
Pomaluśku, Józefie! Pomaluśku!
Czekasz na dobre sny? Weź Maryję z dzieciątkiem i uciekaj
do obcej ziemi, bo Herod chce zabić dzieciątko.
Oj, Józefie,
Ty to masz wiarę.

Niedziela Świętej Rodziny,
więc zamyślam się nad słowem,
które dziś Bóg powiedział do nas:

Kto czci Ojca w modlitwie będzie wysłuchany,
i będzie długo żył.
Kto posłuszny jest Bogu, da uszanowanie swojej matce. (por. Syr 3, 5-6)
Żony bądźcie posłuszne mężom, jak przystało w Panu.
Mężowie, miłujcie swoje żony i nie czyńcie im przykrości!
Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom,
a rodzice, nie rozdrażniajcie swoich dzieci, bo stracą ducha.
A ponad to miejcie miłość, która jest więzią. (por. Kol 3, 14.18-21)
Teraz mogę spokojnie umrzeć,
bo oczy moje oglądały Zbawiciela. (por. Łk 2, 29-30)

Tak patrzę i słucham, i biegnę myślą do swoich
do domu, do mamy, do taty, do dziadków.
Wspomnienia, stare zdjęcia w albumie.
Dla mnie oni też są święci i kochani!

Ale poza szopką i wspomnieniami,
inny już jest ten świat.
Niewielu dziś chce mówić o matce,
o ojcu, o dziecku, o rodzinie.
Stare to, niemodne, zwapniałe.
Partnerstwo, prawa dzieci i rodziców,
seks, naga miłość, bezwstydna,
seriale filmowe, piękni aktorzy, ale bez problemów,
bajeczne życie, piękne stroje, bogate mieszkania,
a oni się kochają zdradzają i znów od początku.
To taka ma być współczesna rodzina?
A może to tylko ucieczka człowieka w świat bajki.

Miłość.
Nawet w kościele boję się mówić tego słowa.
Lubię błogosławić młodym, gdy mówią sobie ślub i przysięgę.
Będę Cię kochał, będę wobec Ciebie uczciwy,
nie opuszczę Cię aż do śmierci, w dobrej czy złej doli.

Dzieciaki moje kochane!
Ale czy wy mówicie prawdę?
Czy wy dotrzymacie słowa sobie i Bogu?
Boję się.
Choć kocham was za to, że macie taką odwagę,
i mówicie to sobie z zaufaniem Bogu,
a On daje pomoc tym, którzy mu zaufali.
Tak wam życzę i tak się modlę,
abyście byli szczęśliwi, to znaczy,
abyście mieli miłość, która wszystko przetrzyma,
taką miłość, która się nie kończy.
Do takiej miłości trzeba dorosnąć,
aby stać się odpowiedzialnym.
Nie ma większej miłości nad tę,
gdy ktoś oddaje swoje życie, siebie, drugiemu człowiekowi. (por. J 15, 13)

A wy mi mówicie, że księża w kościele zabraniają się nam kochać.
Dzieciaki moje duże.
A przecież od dziecka ci mówiłem,
że Bóg jest miłością!
kiedy ty zrozumiesz i odczujesz
kto naprawdę cię kocha?
Chcę abyś kochał i był kochany,
ale pamiętaj, że twoja róża ma kolce.
Kwiaty takie są skomplikowane.
Nie wystarczy kwiatów oglądać i wąchać.
Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to co oswoiłeś!
Jesteś odpowiedzialny za swoją różę!
Przeczytaj jeszcze raz "Małego Księcia",
albo zaśpiewaj z Kasią Sobczyk,
bo twoja róża jest jedyna na świecie!

Przygotowanie do małżeństwa to ciężar jeszcze jeden od kościoła,
to czas oswojenia, czas zobaczenia siebie,
czy ja dorosłem do miłości,
czy jestem prawdziwy, mocny, odpowiedzialny,
żebym kogoś nie okłamał,
żebym komuś nie zrobił krzywdy.
Żebym nie okazał się niby wolny,
bo rozwiązałem to, co Bóg związał.

Mężczyzną i niewiastą stworzył ich.
Można więc wyrównać sądową sprawiedliwość alimentów,
ale ktoś został sierotą, ktoś płacze.
I tej krzywdy nie wyrównałeś.
A to woła do nieba.

To kto może być z nas zbawiony?
To za trudne.
Tak, ale możliwe,
i lekkie i słodkie dla tych, którzy zaufali Bogu,
a nie swojej inteligencji, stanowiskom i swawoli.
Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela (Mt 19, 6).

A miłość?
Miłość krzyżem się mierzy.
Miłość ofiarą się mierzy.
Wszystko kim jestem i co mam
mam z miłości Boga i ludzi.

Proszę, obejrzyj dziś rodzinny album jeszcze raz.
Zauważ: ona była śliczną dziewczyną,
on przystojnym żołnierzem, a dziś...
Całowałeś ich ręce w święta,
policzyłeś ich zmarszczki i siwe włosy.
Nie sposób.
A to właśnie miłość.
Tyle kłopotów, trudu i ofiary,
a to wszystko dla mnie, dla nas,
aby dzieciom było lżej.

O jak Ci dziękuję Mama kochana!
Tak mi Ciebie brak.
Tata kochany dobrze, że jesteś!
tak Ci dziękuję za to, że ja jestem, za chrzest,
za wiarę, za szkołę, za chleb, za modlitwę
i za te wakacyjne rekolekcje.
Józek, gdybyś był taki gorliwy jak wtedy,
gdy byłeś ministrantem, byłbyś już wielkim świętym.
Tak tata, ale... wstydu oszczędź.

Ale moi rodzice są źli proszę księdza.
Nie mają nic z tego, co ksiądz mówi.
To tym więcej cię proszę,
zasłoń ich serce, bądź dla nich gwiazdą,
może wtedy wszystko się odmieni.
A ty zrób wszystko, aby twoje dzieci
miały rodzinę i były szczęśliwe waszą miłością.
I mówi ksiądz, że ten krzyż i ta ofiara,
to jest rozwiązanie na nieszczęścia i
problemy ludzi i przyszłego świata?
Tak!

Ucieszyłem się nową kolędą, śpiewaną w święta.
Świat jeszcze nie jest stracony,
świat nie do końca jest zły.
Tylko miłość się ostanie
i tylko miłość jest twórcza.

Maleńka Miłość nam się narodziła.
Od Niej nauczyliśmy się dzielić chlebem i niebem.
Jeszcze są iskierki w popiołach.
Trzeba Ducha Świętego,
który uczyni z nich ogień.
I niech będzie już zapalon.

Jeszcze będą mamy śpiewać nad kołyską dzieci,
jeszcze tata przyniesie kwiaty w dzień narodzenia
i ucałuje mamę z miłością.
Jeszcze będą śpiewać w szkole i modlić się w domu,
jeszcze mama chleb przeżegna jak dawniej
i krzyżyk zrobi na dobranoc,
i aniołów poprosi o sny kolorowe dla dziecka.
I dorośli będą matkę w rękę całować, jak dawniej.
I zdziwią się kiedyś, żeśmy w Sejmie o aborcji mówili.
Czy ja tego doczekam? (...)

Kochani moi! Wróćcie do domu.
Trzeba rozpalić ognisko.
Niech tam będą wszyscy szczęśliwą rodziną.
Dorzućcie do ogniska trochę miłości.
Niech będzie w domu cieplej.
Przyjdę wkrótce do was po kolędzie.
Tam, gdzie znajdę Matkę z dzieciątkiem i Józefa
uklęknę i ucałuję wam ręce.
Dobra mamo, dobry tato
rodziną świętą bądźcie.
A ja jadę do świętorodzinnej Matki Boskiej w Studziannie.
Powiem o was i o tych, którzy są mi
i ojcem i matką i siostrami i bratem,
boście wszyscy mi rodziną.
Zostańcie z Bogiem!