1993-04-12
Warszawa, Bazylika św. Krzyża

Poniedziałek Wielkanocny

Rabbuni - Nauczycielu kochany

Kochani moi!

Tak szybko minął czas Gorzkich Żali
Skończyły się Drogi Krzyżowe
Przyszły Święta Zmartwychwstania.
A ja nie mogę uporządkować sobie
tych wszystkich wrażeń
i przeżyć.

Idę dziś zamyślony z uczniami do domu, do Emaus
Chciałbym usiąść na kamieniu przydrożnym
i pomyśleć o tym wszystkim spokojnie.

Tamten czwartkowy wieczór i tamta straszna noc.
Umywał im nogi.
Nie mogę tego ani pojąć, ani zrozumieć.
Czy On aż tak potrafi kochać?
Piotrze, wiem, że się broniłeś.
Słyszałem waszą rozmowę.
Mówiłeś:
Panie, Ty mi będziesz nogi umywał?
Tak, Piotrze, gdybym tobie nóg nie umył,
nie miałbyś ze Mną nic wspólnego.
Panie, to nie tylko nogi, ale i ręce, i głowę,
Całego mnie umyj, bylebym zawsze był z Tobą.
Piotrze, kto jest czysty, wystarczy, aby umyć mu nogi.
I wy jesteście czyści, tylko nie wszyscy,
bo jeden z was Mnie zdradzi.
Ja też pytałem: A może to ja jestem, Panie?,
Judaszu, co On ci wtedy powiedział?
Widziałem, że dał ci chleb umoczony w soczewicy.
Zjadłeś i tak się zmieniłeś,
jakby w ciebie wstąpił diabeł.
Dokąd pobiegłeś? Przecież była noc!

Moi wielkanocni ludzie.
Wy nigdy nie zrozumiecie, co to znaczy
zdradzić Boga.
Ty wiesz, jaka to wtedy jest wokół straszna noc?
Wziąłem te marne pieniądze.
Ja Go pocałowałem,
a On mi powiedział:
Przyjacielu, pocałunkiem mnie zdradziłeś.
Ty wiesz, jak paliły mnie te srebrniki?
A czy wiesz, jacy tamci w świątyni byli cyniczni?
To jest przeklęta mafia,
która zabija cudzymi rękami.
Rzuciłem im garść monet na kamienie.
Brudne pieniądze.
Głowa mi pęka,
bo ten brzęk bilonu wydał mi się trzęsieniem ziemi,
jakby głazy runęły mi na głowę.
Ty nigdy tego nie zrozumiesz,
jaki to jest zgiełk piekła.
Ja nie mogłem uciec przed sobą.
Ja musiałem się powiesić.
I tego też nigdy nie zrozumiesz.
Nie zrozumiem, Judaszu,
ale siostra Faustyna w niedzielę powie,
że On jest miłosierny!

Piotrze, czy ty naprawdę zaparłeś się Go
przed dziewczyną i przed żołnierzem?
Tak, trzy razy przysięgałem, że nie znam tego człowieka,
że nic wiem, o kim mówią,
że nie jestem Jego uczniem.
Ja bym tego nie przeżył,
gdybym nie zobaczył,
że On nie przestał mnie kochać.
On naprawdę jest miłosierny,
ale jak ja teraz spojrzę Mu w oczy?
Ja się Go trzykroć zaparłem!
Może przez łzy Go zobaczę.
Ale jak ja spojrzę Mu w oczy?

Magdaleno, stałem z tobą pod krzyżem.
Nie umiem Go kochać tak, jak Jego Matka.
Nie miałem odwagi stać przy Janie - umiłowanym Uczniu.
Ty mnie ośmieliłaś, więc całowałem Jego stopy,
ale tak kochać Go jak ty - nie umiem.
Z tobą, z Piotrem i z Łotrem
prosiłem, patrząc z ufnością na Umierającego:
Wspomnij na mnie, Panie, kiedy będziesz w raju!
Słyszałem, powiedział:
Jeszcze dziś to uczynię.
Magdaleno, od kiedy ty się tak zmieniłaś?
Pierwszy raz widziałem cię w tłumie,
kiedy On rozmnażał chleb.
Zjadłaś kawałek chleba i ryby.
Drugi raz cię widziałem, kiedy wywlekli cię z domu.
Chcieli cię ukamienować.
To jest mściwe plemię.
Wywloką karmelitankę, z domu,
jakby to był ich dom, ich ziemia,
i ukamienują!
Ty ich nigdy nie zrozumiesz.
I oni nigdy nie zrozumieją, kim On jest.
Pytasz - dlaczego ja Go tak kocham?
Ty pewnie nigdy nie przeżyłeś przebaczenia.
On jedyny stanął w mojej obronie.
Pisał na ziemi ich grzechy,
a gdy odeszli wściekli,
dobrocią Jego zniewoleni,
zostałam tylko z Nim.
Nie wiedziałam, co powiedzieć.
Ta chwila ciszy była dla mnie jakimś krzykiem sumienia.
On stwierdził tik prosto, jakby się nic nie stało.
Nikt cię nie potępił - prawda?
Nie, Panie, ale co Ty mi powiesz?
I ja ciebie nie potępiam.
Rozgrzeszam ciebie.
Idź w pokoju, więcej nie grzesz.

Człowieku, ty tego nigdy nie zrozumiesz.
Ty Go nigdy nie pokochasz,
bo ty masz marne grzechy, za które płakać nie potrafisz.
Ty nigdy nie poczułeś się uwolniony od grzechów.
Chodzisz ze spuszczoną głową
z twoimi niepowodzeniami, zmartwieniami,
jakbyś nie zauważył, że On jest.
I jest miłosierny.

Tak to tylko trochę wielkanocnych wspomnień.
Wspomnień z tamtych dni.
Tamto już przeminęło.
Trzeba wrócić do swoich zajęć.
Jutro znów dzień powszedni w mojej trudnej Polsce.
Minęła Wielkanoc, nic się tu nie zmieniło.
Nie wiem, co mnie dalej czeka?
A tak się spodziewałem, że będzie inaczej.
Śpiewam tylko sobie
i śpiewam coraz ciszej:
Powstała z martwych na Twe władne słowo
Polska, wolności narodów chorąży.
Pierzchnęły straże, a ponad Jej głową
znowu swobodnie orzeł biały krąży.

E tam, swobodnie.
Wiosna przyszła i nie ma gdzie gniazda założyć.
Nie będzie piskląt.
Zdechnie pewnie w tej zaszczutej wolności.
Hejże ty - wolności czujny ptaku!
Czego tu krążysz nad wysypiskami ludzkich brudów?
Polećże tam, na skały.
Tam głos gawiedzi nie dosięga
i nie wznoszą się opary zgnilizny.
Pisklęta muszą być zdrowe,
- bez pryszczycy,
urodne,
królewskie.
A jedno z nich ma być w koronie!

O, jak długo trwają w mojej Polsce te trzy dni męki,
ale to się wszystko musi stać.
Musi być ta straszna noc - zdrady,
a w niej pocałunki zdradliwe od przyjaciół, od towarzyszy .
Będą wyrzucać na bruk fałszywe srebrniki.
Piłat z Herodem wtedy staną się przyjaciółmi.
Inni jeszcze tej nocy trzykroć się Go zaprą.
Uciekną od zdradzonego.
O, jak strasznie długa jest ta noc męki.
Jeszcze Galla sądzić będą.
Wystawią trybuny i zwołają referenda.
Jeszcze będą krzyczeć: Zstąp z krzyża, a uwierzymy Ci!
Tylko, żebyście dotrzymali słowa!
- Zstąp z krzyża, a uwierzymy Ci.
Pogniewał się nasz minister chłopów
i stawiać będą krzyże łotrów pod sejmem.
Żebra cielców przyniosą na pokusę gawiedzi.
Trzeba mi jeszcze przeżyć procesję karmelitanek w ciszy,
z Żydami modlić się za "sprawiedliwych wśród narodów"
A gdy wszyscy już się wykrzyczą,
gdy już wypiszą na murach wszystkie obrzydliwe hasła,
gdy poczują się wszyscy demokratami - bo zabili Boga,
gdy zatoczą kamień na grób,
postawią pieczęci i zaciągną warty,
gdy świat legnie w gruzach bratobójczych wojen,
gdy aferzystom obrzydną srebrniki i będą się wieszać,
gdy wyśpiewają w kabaretach wszystkie kwaśne dowcipy,
powstanie stary kapral i powie za wieszczem:
Tych mnie imion przy kielichach wara!
Dawno nie wiem, gdzie moja podziała się wiara,
Nie mieszam się do wszystkich świętych z litaniji,
lecz nie dozwolę bluźnić imienia Maryi
.
A może Francuziska jeszcze raz powiedzą światu:
Vivat Polonus, unus defensor Mariae!
Niech żyje Polak, jedyny obrońca Matki Boskiej!

I powstaną rycerze spod Giewontu.
I zerwą się z ław sejmowych bracia demokraty,
jak z okopów Świętej Trójcy
i zawoła Pankracy: Galilaee vicisti!
Galilejczyku, zwyciężyłeś!

To nie krzyż się chwieje, bracia!
To świat się chwieje.

Nil desperandum! - wołał umierający kardynał Hlond.
Żebyście nie zwątpili!
Zwycięstwo przyjdzie
i będzie to pełne zwycięstwo Maryi.
A ojciec Maksymilian mówił:
I stanie figura Niepokalanej
na Bramie Spaskiej na Kremlu.
A pójdzie naród cały w sierpniu na Jasną Górę,
I jeszcze raz powie: Wielka Boga-Człowieka Matko,
Królowo Polski i nasza Królowo
- Tobie Polskę na nowe czasy zawierzamy!
Tylko Ty jesteś tu Królową.
Jutro maturzystom na Jasnej Górze przypomnę:
Wy jesteście wezwani do wolności Synów Bożych.
Z łowickich cierni zakopanych w Wielkanoc
ziemia wyda plon stokrotny.
Jeszcze się wam los odwróci, moi chłopi zagniewani.
Ucałujcie tylko ziemię na wiosnę.
Jeszcze was poprosimy o chleb zdrowy.
Jeszcze wam podziękujemy
za to, żeście żywili, bronili i przetrwali.
Wy, co pracy szukacie.
Słuchajcie, co mówi Zmartwychwstały:
Dlaczego stoicie cały dzień próżnując?
Chodźcie i wy do winnicy mojej.
I da On nam wszystkim po denarze.
Ile to jeszcze trzeba cierpliwości.
Ile jeszcze trzeba mądrości.
Bo nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda,
sucha i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia
sto lat nie wyziębi;
Plwajmy na tę skorupę
I zstąpmy do głębi!
(A. Mickiewicz)

Do głębi, powiadasz,
a tam ja mam sumienie.
Wszystko to się stać może, ale jeśli On zmartwychwstał?
Jeśli On żyje? Jeśli On przyjdzie do mnie?
Co ja mu powiem?
Uczę się całe życie,
co ja Mu powiem, gdy przyjdzie?
Uczyli mnie klerycy w seminarium w Białymstoku
Moje Weroniki.
Uczyły mnie z Bydgoszczy
i z Pabianic.

Powiem z wami:
Panie, myśmy uwierzyli, że Ty jesteś Chrystus. Syn Boga Żywego.
Powiem Chrystusowi:
Panie, do kogo my pójdziemy?
Ty jesteś moim Panem i moim Bogiem.
Z siostrą Faustyną powiem w niedzielę Miłosiernemu Chrystusowi
z białoczerwonymi promieniami z serca:
Jezu, ufam Tobie!
Zapal tę iskrę, która pali cały świat!

Nie wrócę już dziś do domu.
Trzeba wrócić do braci, którzy zwątpili.
I powiem im: Otwórzcie drzwi!
Ja muszę powiedzieć jeszcze jedno kazanie.
I powiem im jak Piotr:
Mężowie bracia!
Tego Jezusa. którego wyście zabili własnymi rękami,
ja widziałem zmartwychwstałego,
słyszałem Go na własne uszy,
jadłem z Nim chleb.
On mi grzechów nie wypomniał.
On jest tak potężny mocą Boga, że aż miłosierny.
On mnie zapytał tylko, czy ja Go kocham więcej niźli wy.
I wyznałem Mu wtedy:
- Panie, przecież Ty wszystko wiesz.
Ty wiesz, że Cię kocham!
Z Magdaleną wołałem przez łzy radości:
Rabbuni!... Nauczycielu kochany!

Amen.